Jestem pokusą9 czerwiec 2011
Nie dalej jak trzydzieści - dwadzieścia lat temu, pokutował zupełnie inny schemat relacji pomiędzy kobietą i mężczyzną w stosunku do tego jaki mamy obecnie. Można by nawet ośmielić się porównać edukację seksualną jaka kiedyś panowała, do tej, która jest teraz w Chinach, a który to kraj ostatnimi czasy przeżywa seksualną rewolucję. Zapytajcie rodziców, a może i sami jesteście z tego rocznika, więc wiecie jak to naprawdę wyglądało. Sprośne kawały mężczyzn w klasie robotniczej nie opuszczały biura, a kobiety nie mając pojęcia jak na nie reagować uśmiechały się nieśmiało. Imprezowe podrywy wołały o pomstę do nieba, a wyjazdowe firmowe romanse starannie ukrywano, bojąc się opini kolegów/koleżanek z pracy. Przypomnijcie sobie kino z tamtych lat. Jak wielka naiwność i prostota towarzyszyła nam w damsko-męskich relacjach. Nie chcemy być źle zrozumiani i przyznajemy, iż trochę generalizujemy obraz, ale to tylko dlatego, by uprościć porównanie do życia w XXI wieku.

Nikt z nas nie ma wątpliwości, że co jak co, ale wstyd, w większości środowisk, odszedł w zapomnienie. Dziś wielu z nas mówi otwarcie o swoich potrzebach. Jesteśmy świadomi własnego ciała, pragnień, tego co możemy osiągnąć poprzez flirt i wogóle w sposób jaki możemy przeprowadzić intymne spotkanie. By taka swoboda mogła zaistnieć musi jednak minąć trochę czasu. Może te 30 lat to mało, a może i dużo. Ciesząc się jednak swobodą i przede wszystkim dużą akceptacją społeczeństwa, powinniśmy jak najszybciej zrozumieć jak żyć w związku na pełnych obrotach i co robić, aby po kilku latach nie dopadł nas marazm.
Kto jest temu winien?Kobiety. I słowo "winne" jest tutaj w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu. To one zrozumiały czym jest uwodzenie nie tylko wzrokiem, ale i mową ciała, zachowaniem, długotrwałym flirtem słownym, ubiorem, stylem życia czy odwagą w mowie. Płeć piękna wie jak w łatwy sposób owinąć mężczyznę wokół palca, jak najszybciej osiągnąć swoje zachcianki. A mężczyzna? Czyż jest w tym wszystkim pokrzywdzony? Na pewno nie. Mężczyzna lubi być kokietowany w ten sposób by mieć pewność, że kobieta która mu sie podoba dała zielone światło na przeprowadzenie tego właściwego boju. Wszyscy jesteśmy szczęśliwi. Jednak by prawidłowo wszystko przebiegało, mężczyzna musi zdać sobie sprawę z tego co dzieje się w duszy kobiety. Szanować jej zaangażowanie, emocje i uczucia, gdzie z wzajemnością powinien dawać jej do zrozumienia, że docenia każdy gest, czy to w ubiorze na romantyczną randkę czy szaleństwo w sypialni. Dbając o swoją partnerkę, zawsze dbamy o trwałość relacji między nami samymi.
Co czuje kobieta kokietując? I co wogóle powoduje to, że ona chce kokietować? Przede wszystkim należy zrozumieć na czym polega nasza seksualność, nie bać się być podziwianą, bez względu co myślimy o własnym ciele i charakterze. Skoro ktoś prawi nam komplementy, jest wielce pradopodobne, że dopatrzył się w nas pozytywnych cech. A tu już całkiem przyjemny znak. Robi nam się miło, że można być za coś podziwianą. Im więcej razy ktoś nas skomplementuje, tym bardziej będziemy się uświadamiać w fakcie, że jesteśmy atrakcyjne. I nie jest istotne tutaj to, czy naprawdę takie jesteśmy. Gdy w to uwierzymy, to przez nasze zachowanie i pewność siebie stajemy się pewne swoich reakcji, odpowiedzi na zaczepki i przede wszystkim nauczymy się korzystać z największej broni: seksualności.
Czy długie przelotne spojrzenie może być zachętą? Tak. Czy miły komplement na temat wyglądu będzie dobrze przyjęty? Tak. Czy zaproponowanie randki przez kobietę może być dobrze przyjęte? Tak. Wszystko zawsze będzie zależeć od tego, jak kobieta przygotuje sobie podłoże, w jakim czasie zdecyduje się na flirtowanie i jak przeprowadzi wszelkie zabiegi, nazwijmy to: zachęty na podryw. Nie zawsze wszystko będzie proste, ale czyż nie uczymy się na drobnych błędach? W zależności jak dobrą obserwatorką zachowania mężczyzny na własne działanie stanie się kobieta, tym mniej lub lepiej będzie umiała wykorzystać swoją seksualną naturę. Staje sie prawdziwą pokusą.