Szeptane słowa
/ Kryminał 14.01.2010

Marek zerknął na biurko. Na jego blacie piętrzyły się stosy papierów poukładane według tylko jemu znanemu schematowi. Zapisane strony układały się w całość wraz z postępem prac nad jego nową książką. Uwielbiał w ten sposób pracować. Mimo, że dostęp do komputera powodował, iż pisanie szło szybciej, to przedkładał jednak własny komfort pracy ponad czas powstawania dzieła. Wolał później przepisać wszystko samemu, albo dać komuś do wklepania tekstu do komputera. Aktualnie bolały go tylko nadgarstki. Jeden nawet nieco ścierpł. Tępo rozglądał się po swojej pracowni. Wykończone boazerią dębowe wnętrze pachniało zawsze tak samo. Stojący zegar odliczał czas. Patrzył przez chwilę jak duża wskazówka minęła kilka kresek minutowych. Ech, ten nadgarstek - Marek wykrzywił nieco twarz z bólu. Pióro leżało na wierzchu z niedomkniętą końcówką, ale nie dbał o to. Ile czasu już tutaj ślęczał? Ile minęło godzin od momentu kiedy wstał ze swego fotela? W głowie mu szumiało i ciężko było skumulować własne myśli. Za drzwiami usłyszał jakiś ruch. Po kilku sekundach klamka opadła i do wnętrza weszła jego żona. Wolno stukając obcasami o marmurową posadzkę, przeszła na środek pokoju. W swojej seksownej garsonce stanęła przed biurkiem, zasłaniając mu niemal całe okno. W ciemności zmierzchu wytężył wzrok by dostrzec rysy jej twarzy.
- Namyśliłeś się? - zapytała. Nim zdążył cokolwiek odpowiedzieć, wyjęła papierosa. Zaciągnęła się ze spokojem, a w kącikach ust pojawił się uśmiech. Marek za to poczuł suchość. Zaraz, zaraz - kiedy ja coś ostatnio piłem? Kątem oka dostrzegł szklankę z wodą na brzegu biurka. Był bardzo spragniony.
- Chce mi się pić - wyszeptał
- Nie słyszę. Możesz powtórzyć? - Agnieszka skierowała się do niego, obchodząc biurko dokoła.
- Podasz mi szklankę? - zapytał głośniej.
- Dlaczego sam jej nie weźmiesz kochanie?
- Bardzo zabawne.
Agnieszka usiadła na blacie. Pod jej pośladkami zaszeleściły zapisane strony. W normalnych warunkach pewno by czuł podniecenie, ale teraz? Zerknął na swoje ręce. Były oparte na podłokietnikach fotela. Całe przedramię, aż do nadgarstków spowite było w linie. Jego dłonie były sine, nie mógł zamknąć swego ulubionego pióra, bo był związany. Nie potrafił sięgnąć po szklankę, gdyż mógł wychylić się zaledwie ułamek centymetra.
- Jesteś diablicą! - wykrzyknął.
- Uuu, po co te wyzwiska zaraz - swój sarkastyczny ton urozmaiciła energicznym wymachem rąk.
- Jak to zaraz? Trzymasz mnie już tu ileś godzin. Lub kto wie ile czasu. Boli mnie głowa, po tym jak mnie ogłuszyłaś. Czy też może nie Ty, nie wiem kto. Może Twój kochanek?
Agnieszka założyła nogę na nogę.
- Słuchaj Mareczku. Mój drogi. Albo podasz mi kombinację szyfru do sejfu teraz, albo poradzę sobie w inny sposób. Im prostsze rozwiązanie wybierzesz, tym szybciej się to dla Ciebie skończy.
- Nie wątpię. Kto wie do czego jesteś jeszcze zdolna się posunąć. Miałaś wyjechać, a ja skończyć książkę. Po co Ci to wszystko? Szukasz kłopotów?
- Trochę sobie już na nerwach przez te lata podziałaliśmy. A teraz .....
- Ja Ci działałem na nerwy? Chyba mylisz strony.
- Milcz. A teraz sobie ładnie wszystko odbiję.
- W Twoich snach Agusiu. Bierz kilof, łom i wesołej zabawy, bo ja Ci numeru na pewno nie podam - oczy Marka zapałały chwilową nienawiścią. Był zły, że dał się wprowadzić w taką sytuację. Na korytarzu ponownie usłyszał jakieś hałasy.

1 / 3 następna >


 

copyright 2009-2011 Etiuda