- Nie podasz? - Agnieszka zerwała się na nogi. - Słyszysz kto idzie? Może za chwilę inaczej będziesz mnie traktował. Henryk! - krzyknęła - Jesteśmy w pracowni!
- Jasne. Zawołaj swojego loverboya. Wycacany laluś z solarium.
- Agnieszka? - Henryk wszedł do pracowni. - O tu jesteś. Widzę, że się ocknął.
- Spadaj łajdaku - wycedził Marek - Nic ode mnie nie dostaniecie.
- Nie tym tonem. Tylko nie tym tonem - powiedział Henryk - A czy dostaniemy czy nie to się za chwile okaże.
- Przyniosłeś? - wtrąciła Agnieszka.
- Tak. Trochę to trwało, z uwagi na zawartość jaka tam jest, ale w końcu udało mi się przekonać kogo trzeba - Henryk podał Agnieszce butelkę. Napełniła stojącą szklankę wodą i dolała nieco z zawartości butelki.
- Marek słuchaj. Część tych pieniędzy i klejnotów należy i tak do mnie. Przez te wszystkie lata spędzone razem coś w końcu sama bym uzbierała, więc. Sam rozumiesz.
- Akurat. Na pewno klejnoty po mojej rodzinie należą się Tobie. Na pewno tak - Marek chciał kiwać głową, ale spętany nie bardzo miał jak się ruszać - Możesz mi przynajmniej poluzować więzy? Nie czuję już prawie rąk. A wiesz - mogą mi się jeszcze w życiu przydać.
- Więc pytam po raz ostatni - Agnieszka udała, że nie słyszy jego wcześniejszej prośby. - Mówisz po dobroci czy mamy Ci pomóc. - Nagle rozległ się dźwięk dzwonka.
- To drzwi? - spytał Henryk.
- Telefon. - Donośny dźwięk starego aparatu rozniósł się ponownie po domu. Przez kilka sygnałów, nikt się nie odzywał, wszyscy czekali aż wydarzy się może jakaś nieprzewidywana rzecz. Zalegli niczym dzieci przyłapane na gorącym uczynku.
- Pij - rozkazał Henryk.
- Wypchaj się. Agnieszka posuwacie się za daleko - Marek szarpnął się gwałtownie. Wezły jednak były dobrze założone.
- Hehe - Henryk podszedł do niego i chwycił za szczękę. Wzmocnił uchwyt przez co Marek musiał otworzyć usta. Przygotowana Agnieszka wlała mu zawartość szklanki do gardła, a Henryk zaraz po tym uderzył w twarz by nie próbował zwrócić.
- Dranie - wykrztusił Marek. Para stręczycieli przyglądała mu się niecierpliwie. - Co mi podaliście?
- Serum prawdy. Myślę, że zaraz zacznie działać - Agnieszka odsuwała się od swego męża. Patrzyli na Marka przez chwilę.
- Kochasz swoją żonę? - zgryźliwie zapytał Henryk, sprawdzając czy specyfik działa.
- Nie.
- Wygląda na to, że jest OK - odparł Henryk. Sekundę później głowa Marka zawisła bezwładnie. Para kochanków popatrzyła na siebie bezradnie.
- Kurka. Zasnął. Idę do auta po sprzęt. Zaraz wracam - wyszedł zostawiając drzwi otwarte. Agnieszka podeszła do sejfu, zastanawiając się jaki może być numer. Nie mogła zacząć manipulować, gdyż zaraz zjawiłaby się ochrona. Po chwili wrócił Henryk ze specjalistyczną wiertarką. Agnieszka miała tylko nadzieję, że kwota znajdująca się w sejfie wynagrodzi im cały podjęty trud. Henryk zabrał się do pracy, a ona stała obok przypatrując się. Zerkała tylko co chwilę w stronę Marka czy aby się nie ocucił. Zaaferowani nie słyszeli jak drzwi willi otwierają się i do środka ktoś wszedł. Hałas zresztą był znaczny, a Henryk nie przestawał wiercić w odpowiednich punktach, aby jak najszybciej dostać się do zawartości.

< poprzednia 2 / 3 następna >


 

copyright 2009-2011 Etiuda