Tango o zmroku
22.12.2009

Spojrzeniem ogarniała teraz całą ulicę. Odsunęła włosy z czoła, by nie przesłaniały jej widoku. Oddech miała jeszcze przyspieszony, nie przeszkadzało to jednak w wędrowaniu myślami już poza kręgi pięknych kamienic. Mimo, iż tak bardzo zwracały na siebie uwagę mieniąc się w strugach deszczu. Ona była gdzieś daleko, poza obecnym czasem, wspominając co zaszło w ostatnich miesiącach. Gdyby tak można było odwrócić bieg wydarzeń.
- Alicja. - Odwrócona plecami do sali nic nie słyszała.
- ALICJA! - Gwałtowny głos wyrwał ją z zamyślenia. Wolnym krokiem przeszła na środek parkietu. Czuła jak tętno powoli się uspokaja.
- Pamiętasz, że za 10 minut masz jeszcze jedną grupę?
- Jasne - uśmiechnęła się odsłaniając rząd lśniących zębów. Czekam, aż się przygotują.
- OK, słyszałem po prostu muzykę i sprawdzam co się dzieje.
- Haha, tańczyłam przez chwilę sama.
- Nie masz jeszcze dość? My z Martą mamy już przesyt wrażeń tego tygodnia. Kończymy właśnie pracę i zbieramy się do domu, a później na kolacje.
- Trzymaj się Andrzej i do poniedziałku. Udanej rocznicy.
- Dzięki. Hej. - Andrzej wyszedł zamykając skrzypiące, ciężkie drewniane drzwi. Zaległa cisza, ale po chwili przez ścianę dało się słyszeć głosy przygotowań nowej grupy tanecznej. Wie, że przebieranie idzie w błyskawicznym tempie, więc zaraz powinni przyjść. Wykonała kilka szybkich technik tanecznych, jej stopy sunęły bezszelestnie po parkiecie, muskając stuletnie drewno niczym motyl uderzający skrzydłami o płatki kwiatów. Też już była zmęczona, jednak będąc już w matni tańca człowiek zawsze się zapomina i chce więcej i więcej. Do sali zaczęły się schodzić pierwsze osoby. Wesołe powitania i chwila rozmów, kto co robił ciekawego od ostatniej lekcji. Popłynęła muzyka, popłynęli i wszyscy zebrani w niemal identycznych układach. Czeka ich 60 minut intensywnego wysiłku. A potem wolny weekend.

* * *

Kiedy mijasz zamyślona wystawy sklepów, a nad tobą pioruny chcą konkurować z ilością spadających kropel deszczu, właściwie myślisz tylko o tym by jak najszybciej dotrzeć do celu, do którego zmierzasz. Alicja była wykończona dniem, teraz uważała tylko by zacinający deszcz przemaczał ją w jak najmniejszej ilości fragmentów ubrania. Bo, że dojdzie do domu sucha już dawno straciła nadzieję. Myślami jak zwykle gdzieś daleko, powinna szybko przemykać ulicami, nie zwracając uwagi na nic. Jednak w pewnym momencie zatrzymała się. Krople głośno dudniły o napięte płótno parasola. Cofnęła się i spojrzała na wystawę sklepu z antykami. Poprzez swoje odbicie w szybie zobaczyła ją. I nie mogła uwierzyć. Weszła czym prędzej do środka, co oznajmił zresztą głośny dzwonek. Rozejrzała się w półmroku. Ktoś nadchodził z zaplecza sklepu.
- Dzień dobry panienko. - Alicja uważnie zlustrowała, jak się domyślała, właściciela sklepu. Ciemne okulary z pewnością nie pomagały mu w dobrej orientacji w tych warunkach. Ale i tak pewno zna tu każdy kąt na pamięć.
- Tak. Czy mogę zapytać o pewien towar z wystawy?
- Co dokładnie Panią interesuje?
- Baletnica z pozytywką. Jaka jest jej cena?
- Cztery i pół tysiąca złotych. Z małym zapasem na ewentualne targowanie. Rozumie Pani?
- No tak. A czy dawno już znajduje się u Pana w sprzedaży?
- Kilka miesięcy. Stała najpierw w środku, ale niejako, że nikt się nią nie interesował z uwagi na jej wartość wiekową, wystawiłem ją na witrynę. Przed panią pytało już parę osób. Ciekawi ona Panią?
- Taaak - odpowiedziała przeciągle i już w głowie układała plan kiedy po nią wejdzie. - Na tą chwilę dziękuję, ale chciałabym przyjść po nią w poniedziałek. Może Pan ją przechować?
- Nie ma potrzeby. Proszę zostawić swój numer, ewentualnie zadzwonię, jeśli ktoś się zainteresuje konkretnie, ale proszę być spokojną. Będzie na panią czekać te kilka dni.
- Bardzo Pan miły. Wobec tego do zobaczenia. - uśmiechnęła się nieśmiało.
- Do widzenia i jeszcze raz zapraszam.

1 / 4 następna >


 

copyright 2009-2011 Etiuda